Urzędnik pod parasolem

Dlaczego poznańską aferę parkingową bada prokuratura szczecińska? Przecież sprawniej, szybciej i taniej mogliby to robić miejscowi prokuratorzy, a jednak sprawę zlecono innym, z odległego miasta. Dowodzi to braku zaufania, niewiary w uczciwość, obawy przed lokalnymi układami? Czy to nie obraża poznańskich prokuratorów? Zostawmy jednak te pytania, bo w gruncie rzeczy one są tu mniej istotne, a prawdziwy problem dotyczy uczciwości pracowników magistratu.

Przypomnijmy, że objętymi śledztwem nadużyciami urzędników poznańskiego Zarządu Dróg Miejskich zajęli się funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego przed kilku laty. Kierownictwu ZDM zarzucono nielegalne wyremontowanie w latach 2010- 2013 dwóch policyjnych parkingów i „utopienie” kosztów (700 tys. zł) w innych miejskich inwestycjach. Taki bezprawny proceder był możliwy tylko przy ścisłym współdziałaniu miejskich urzędników z prywatnymi firmami, realizującymi różne zlecenia na rzecz miasta. To już jawnie zakrawa na przestępczy spisek, wymagający fałszowania dokumentów, poświadczania nieprawdy itd.

W głowach niektórych mieszkańców znających parkingową aferę pojawiają się wszakże wątpliwości i pytania. Oto najważniejsze z nich. Czy to wszystko jest w istocie aż tak karygodnym przestępstwem, jeśli za „wykombinowane” pieniądze rzeczywiście poprawiono stan policyjnych parkingów? Obyśmy byli świadkami tylko takich nieprawidłowości w wydawaniu publicznych pieniędzy! Jeśli za nie zrealizowano potrzebne policjantom inwestycje, to nic w istocie bardzo złego się nie stało. Urzędnicy chcieli pomóc stróżom prawa i choć postąpili niezgodnie z przepisami, to w końcu można ich z winy rozgrzeszyć. Czy CBA i prokuratura nie wyolbrzymiają stosunkowo nieszkodliwych przekrętów?

Otóż nie! Dla zwalczania korupcji bardzo dobrze się stało, że parkingowej afery nie zamieciono pod dywan, jak czyniono z innymi. Tu pomogła z pewnością ta szczególna okoliczność, że w Urzędzie Miasta nastąpiła zmiana władzy. Nowa nie miała widać powodów, aby chronić poprzednią. Urzędnicy, którymi teraz interesuje się prokurator, nieoczekiwanie dla siebie stracili nagle parasol ochronny poprzedniej prezydentury. Obecna też nie rezygnuje z parasola, bo on rodzi miłą sercu wdzięczność urzędniczego dworu i słodkie uczucie rządzenia podległycmi duszami. Wierzmy jednak, że kolejna zmiana władzy w magistracie nie odsłoni jakiejś innej afery z tych obecnie naprawdę lub pozornie nie dostrzeganych.

Marcin Dymczyk

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest